Historie pisane...sobą
RSS
poniedziałek, 14 czerwca 2010
Długi okres minął nim uporała się z przeszłością. Był moment kiedy pamiętała tylko złe rzeczy. Wejście do K2 powodowało tylko skurcz w okolicy serca. Charakterystyczny ruch złapany gdzieś kątem oka wywoływał rozdrażnienie. A potem magik czas roztoczył swoje czary. Powoli i stopniowo jak kadzidełko roztacza swój zapach, docierając coraz dalej.
Siedziała wtedy na kanapie na balkonie. On obok się nie liczył. Dostawca orgazmu. Wynaleziony na potrzeby chwili. Słodki smak Bailey’sa rozpływał się na języku. Ciepły wiatr pieścił skórę. Wargi zamrowiły się na wspomnienie pocałunku na schodach. Kiedy drżała jak nastolatka. Kiedy po tym muśnięciu ust chciała iśc z nim do łóżka. Już i natychmiast. Zedrzeć z niego ubranie. Zachłannie posmakować, wgryźć się mocno i głęboko.
Konwalie znów nabrały zapachu. Beztrosko wtulała nos w drobne bukiety. Zielonymi oczami uwodziła na nowo. Cienkie lniane sukienki z przeświecającymi stringami. Z małą papryczką chili na trójkącie. Seksualność na nowo zaczęła smakować. Bez poczucia winy.
Przywołany w perfumerii zapach Chrome… Słoność kiedy smakowała jego skórę. Rozkoszowała się stwardniałymi sutkami. Słuchała westchnień, czuła niecierpliwie poganiające ją dłonie. Niespieszna wędrówka językiem wzdłuż brzucha, tylko po to, żeby za chwilę przeskoczyć na uda. Chropowata powierzchnia moszny miękko układająca się pod językiem. Aksamit penisa, coraz mocniej wypełniającego się krwią i coraz mocniej wypełniającego jej usta. Zapach ciepłego mężczyzny, smak spermy i ciepły oddech muskający jej ucho. Dawno temu się złościł, kiedy po orgazmie przytulała się mocno do niego pragnąc poczuć go wszystkimi zmysłami. Pachnąca jego sokami, smakując nim.
Poranne wizyty kiedy on dopiero wstał. Szaleńczy seks na stole w kuchni. Zachłanny. Kaleczący jej wargi.  Eksploatujący jej krocze. Zostawiający ślady. Siniaki, ugryzienia. Nie do końca rozebrana. Nie do końca ubrany. Kawa spijana z ust. Szybki prysznic i nadrabianie spoźnienia w drodze do pracy.
Ania w nowym wykonaniu już nie kojarzyła się z opowieściami o pierwszej kochance tamtego... Suicide is painless… And I can take or leave it if I please…
21:53, tyggrysek
Link Komentarze (4) »
sobota, 14 listopada 2009
Coraz częściej przychodziło im razem pracować. Coraz więcej czasu spędzali wspólnie. Poznawała go coraz lepiej. A wraz z kolejnymi informacjami jego obraz niebezpiecznie zaczął przypominać obraz mężczyzny, który kiedyś stanowił ważny element jej życia. Wracało do niej XS, którym pachniał tamten. Wracały do niej tamte pocałunki. Faktura skóry, niewielkie zmarszczki w kącikach oczu. I tatuaż, tak mocno pasujący do jego charakteru.
Tak samo odrobinę zarozumiały i pewny siebie jak tamten. Tak samo wzbudzający poczucie bezpieczeństwa. Ze specyficznym poczuciem humoru, które czasem rozumieli tylko we dwoje. Z delikatną nutą pobłażania.
Rozpraszał ją zapachem swoich perfum. Jej ciało na nowo budziło się do życia. Zmysły odzywały się w najmniej spodziewanych momentach. Urywała wtedy wypowiedź w pół zdania i gorączkowo próbowała zebrać myśli rozpierzchnięte przez wybryki wyobraźni.
Gdy zasypiała, miękka pościel otulała się wokół niej jak jego ramiona. Szum drzew jak szepty miłosne. Niewidzialne dłonie pieszczące każdy centymetr jej ciała. Język odkrywający wrażliwe miejsca. Ciepło oddechu na aureolach. Delikatne wargi na szyi. Spazmatycznie drżące mięśnie w odpowiedzi na żądanie poddania się magii aktu. Miękkość rozchylająca się w oczekiwaniu dopełnienia. Skorpion czerniejący na ramieniu kochanka.
Budziła się w nocy rozpalona, wyrwana z tak mocno fizycznie doznawanych snów. Budziła się z wilgocią między udami, z obolałymi mięśniami jak po długich godzinach seksu, z palcami pachnącymi własnym podnieceniem…
Wstawała coraz bardziej niewyspana i coraz bardziej świadoma potrzeb własnej kobiecości. Pierwsze co robiła po przyjściu pracy, czasem jeszcze nie do końca przytomnie, to duży kubek aromatycznej i bardzo słodkiej kawy. Popchnęła drzwi od kuchenki…
…Złapał za kubek. W palcach zostało mu tylko uszko, a kubek uderzył o blat. Chlapnęło na jego tors. - Cholera jasna! Wściekły zaczął się zastanawiać jak pozbyć się kropel. Szybko ściągnął koszulę. Usłyszał kroki. Odwrócił się…
… Pierwsze co zobaczyła, to skorpiona na jego lewym ramieniu.
16:01, tyggrysek
Link Komentarze (2) »
czwartek, 16 lipca 2009
Jakiś dziwny niepokój towarzyszył jej przez cały dzień. Nie potrafiła sobie znaleźć miejsca. Coś… gdzieś… Pomiędzy smutkiem, żalem i tęsknotą. Tknięta impulsem wysłała wiadomość.
- Jesteś jeszcze w Polsce?
- Za godzinę wylatuję do Afganistanu…
- Napisz czasem maila, że żyjesz.
Choć nie spodziewała się, żeby to zrobił. Tak jak nie spodziewała się, że wtedy widzieli się ostatni raz. Tak szybko pobiegły miesiące. Niedługo przejdą w lata. Ciepły podmuch wiosennego wieczoru przypomniał inne ciepło… Lato przesiąknięte skwarem, ich wyczekiwane spotkania między obowiązkami, skąpe ubrania. Jego zachwyt kiedy chodziła bez bielizny. Pragnienie i duma posiadacza, gdy sutki podrażnione ubraniem wyraźnie rysowały się pod materią przyciągając spojrzenia innych mężczyzn. Świadomość, że jej nagość jest na wyciągnięcie ręki. I rozczarowanie, że zbyt rzadko to robiła.
Napisała mu rano, że jest zbyt gorąco na bieliznę… Później, że do niego jedzie… Czekał na nią. Pozwolił jej wejść do mieszkania. Odwrócił i objął dużymi dłońmi jej twarz. Zachłanne pocałunki, które zgłuszyły nieważne słowa. Głodny język na szyi, zaborcze dłonie. Podsunął krótką sukienkę na biodra. Szarpnął guziki na biuście.
- Jak Ci minął dzień?- zapytał wtulając twarz między jej piersi. Coś powiedziała. Nie słuchał odpowiedzi. Widziała jego głowę pochyloną nad krągłościami, które ginęły w dużych dłoniach. Ciemne sutki podsuwał sobie do ust. Reagowała skurczami podbrzusza na każde trącenie stwardniałych czubków.
Rozwarła palce pozwalając wypaść torebce i okularom. Kluczyki stuknęły metalicznie o terakotę. Stała poddając się jego woli. Jego dotykom i westchnieniom. Zapach ciepłej skóry zwilżanej potem, zapach rozbudzonej kobiecości. Chciał ją rozebrać już, natychmiast. Zsunął sukienkę z jej ramion… i tak ją zostawił. Spętując jednocześnie jej ręce. Smakował każdy kawałek jej ciała. Przesunął dłonią między jej udami. Wreszcie udało jej się pozbyć kłopotliwej tkaniny. Uklęknął przed nią. Usta znaczyły ślad na skórze. Pod palcami czuła jego krótkie włosy, szorstką brodę. Nosem rozsunął jej fałdki, językiem przykrył łechtaczkę.
Zamknęła oczy. Głowa bezwładnie opadła jej do tyłu. Mocno trzymał jej biodra i pośladki.
Obezwładniające fale przyjemności. Poddała się jego pieszczotom. Wstał i pociągnął ją w stronę sypialni. Przytrzymała go. Zupełnie naturalnie oparł ją o siebie, zapewniając wsparcie, gdy odpinała sandałki.  Uniósł ją i posadził na swoich biodrach. Wtuliła nos w jego ciepłą skórę. Pomyślała o jego chorym kręgosłupie… O tym, że nie powinien… że jednak o tym marzyła… Że to pierwszy raz gdy…
Materac ugiął się pod ciężarem jej ciała. Szeroko rozłożył jej uda. Zachwyt w jego oczach powiedział więcej niż słowa. Pochylił głowę. Dolinka pępka, przełęcz pachwin. Przez chwilę jeszcze patrzyła na czubek jego głowy. Potem obezwładniający dotyk języka zamknął jej oczy. Nie istniała cała. Była tylko miejscem u zwieńczenia ud, które wibrowało przyjemnością. Pod powiekami wracały jego obrazy. Gdy się uśmiechał. Gdy patrzył. Gdy zasypiał zmęczony wtulając się w nią. Gdy reagował przez sen na każdy ruch jej ciała otulając mocno sobą. Udo zaczęło drżeć zbliżającym się orgazmem. Fale szczytu wygięły jej ciało w łuk. Ciało zatraciło się w przyjemności. Umysł szukał bliskości. Chciała poczuć go jak najbliżej. Przytulić. Objąć całą sobą. Odsunął się od niej. Ukłucie bólu, dawnego wspomnienia. Szeroko otworzyła oczy. Rozbierał się w pośpiechu.
- Chcę w Ciebie wejść…
22:38, tyggrysek
Link Komentarze (10) »
sobota, 20 grudnia 2008

Dla tych, którzy tu jeszcze zaglądają :)

14:43, tyggrysek
Link Komentarze (10) »
wtorek, 27 maja 2008
"Drobiazg" od mężczyzny...
 
To ja zmysły tracę, choć wielu uzna – zyskuję… Bo tracę cały swój dotyk, tak łapczywie odebrany mi przez aksamitną delikatność Twej skóry. Bo tracę wyczucie kształtu, miękkości, jędrności, gładkich linii łączących się w figuralne całości kształtów Twojego ciała, odebrane mi przez każdy ich dotyk, muśnięcie, mocny uścisk, przytulenie, To ja tracę wzrok, sycąc go krągłościami piersi, gładkością szyi, na której napinają się żyły i mięśnie w spazmach rozkoszy, wysuwających ku przodowi kąty żuchwy i rozchylone wargi z językiem skorym do wdarcia się gdziekolwiek by mógł. To ja tracę wzrok, patrząc w Twe łakome oczy, kiedy nie odrywają się ode mnie, przy każdym głębszym i głębszym pchnięciu. Jedynie lekko się przymykając, jakby na znak przyzwolenia. To ja tracę węch, wdychając wciąż i wciąż zapach Twojej skóry, odświeżanej wciąż nowymi kroplami miłosnego potu, niosącego chmury feromonów niedostępnych nikomu innemu, zamykających mi nozdrza przed innymi obcymi kobietami i przekonujących mnie o tym, że to właśnie ten Twój zapach jest tym, którego potrzebuję. To ja tracę słuch, nasłuchując szarpanych oddechów, na zmianę z równym i głębokim, przerywanym pojedynczymi westchnieniami. I nie słyszę już niczego innego, prócz tego oddechu i bicia pulsu przytkniętych do mnie ud, łona, pośladków, ramion, piersi. Jakbyś była cała wielkim feromonowym zmysłowym sercem, mającym tylko jedno pragnienie: nie oderwać się. To ja zatracam się w Tobie, nie wiedząc czy jestem głęboko, czy tuż za wejściem do tej gorącości, wpuszczany tam przez zaciśnięty pierścień mięśni. Chcę sięgać głębiej i głębiej, tak głęboko jak pozwoli nam nasza anatomia, tak głęboko by nie zobaczyć grymasu bólu na twarzy, a półprzymknięte oczy z przyzwoleniem „to właśnie tak”. To ja zatracam kontrolę, nie wiedząc, kiedy ani gdzie nastąpi to, co oczekiwane jest przez kochanka- orgazm. Wspólny orgazm, przeżycie Twojego i podarowanie ci mojego, wypełnienie Cię całej po brzegi gęstym wytryskiem, czy wystrzelenie go z siebie na Twój brzuch, na ciebie całą, piersi, biodra. Czy pozwolenie Ci na pieszczotę ustami do końca, kiedy poczujesz mój smak na języku i w gardle. To ja tracę zmysły, tracąc poczucie bariery, która nas oddzielała. To Ty bierzesz je sobie wszystkie bez wahania i to mi się podoba. Że je chcesz, że masz na nie odwagę, że masz na nie smak. Że masz na nie taki wpływ, ze ożyły, choć wydawały się być martwe, a przynajmniej w głębokiej hibernacji.
19:38, tyggrysek
Link Komentarze (1) »
niedziela, 20 kwietnia 2008
Depresja coraz bardziej oplatała ją swoimi mackami. Wino już nie usypiało, a poranki przestały cieszyć. Coraz bardziej ograniczała kontakty. Coraz mniej miała chęci i sił żeby stawiać czoło światu. Jeszcze tylko czasem, obudzona pojawiającym się co jakiś czas wiosennym słońcem, wysyłała mu zaproszenie na kawę. Ostatnim razem wrócili do jednego z dawnych zakątków. Chłód kamiennych ścian, głębokie fotele i cudowny zapach kawy.
Gdzieś, jak zwykle przewijał się motyw ich związku-nie związku i tego, że od kilku lat zawsze do siebie wracali. Zawsze byli na obrzeżach świadomości tego drugiego.
- Po tym, co powiedziałeś niedawno, znów zaczęłam się zastanawiać…
- Czyżbyś chciała zmienić zdanie…?
- Wiesz równie dobrze jak ja, że powrót do tego co było, to najłatwiejsza rzecz. Wspólne mieszkanie, wspólne życie…
- Ale po wyjściu stąd idziemy do Kruka.
Uniosła brew, nie do końca rozumiejąc.
- Kupić pierścionek. Tym razem chcę, żeby wszystko było tak, jak trzeba.
Zawahała się.
- I co, znów wrócimy do punktu wyjścia? Pytanie tylko, jak szybko układ znów przestanie nam odpowiadać. Albo tylko mi. Nie chcę po kilku latach odejść.
Przekręciła się w fotelu. Łydką otarła się o jego nogę. Sięgnął dłonią i zsunął jej but. Palcami łagodnie przesuwał po skórze obleczonej mgiełką pończoch. Uśmiechnęła się. Zawsze w ten sposób kończył niewygodną rozmowę. Tym razem nie pozwoliła mu długo cieszyć się tym dotykiem.
Ale nie zaprotestowała, kiedy sięgnął po jej rękę, gdy szli na parking. Przypomniała sobie o zamówieniu, które dla niej zrobił i które wciąż czekało u niego w firmie.
Zamknął za nimi drzwi od biura i przyciągnął ją do siebie.
- Ej, ja za chwilę muszę wyjść.
- Za chwilę- wymruczał w jej szyję.
Przyparta do drzwi poddała się tym delikatnym pieszczotom. Znał dobrze jej ciało, wiedział jak ją sprowokować. Przesunął dłonią wzdłuż jej uda, aż natrafił na pasek nagiej skóry. Palce głaskały jej kobiecość przez barierę materiału, która szybko zaczęła nasiąkać wilgocią. Zamaszystym ruchem przesunął wszystkie szpargały na biurku i posadził ją na blacie. Podsunął jej spódnicę i uklęknął między jej udami. Pieszczota języka na obudzonej łechtaczce przyspieszyła jej oddech. Fale podniecenia sprawiły, że zacisnęła palce na krawędzi. Jej biodra falowały, poddając się jego rytmowi. Gdzieś w środku napięty kłębek wysyłał impulsy do zwieńczenia ud. Obezwładniający szczyt. Podciągnął się do góry i zatopił się w jej wargach, naznaczony jej smakiem. Wyciągnęła dłonie do rozporka. Szybko rozpięła zamek i rozkoszowała się dotykiem gorącej twardości. Pulsującym aksamitem. Złapała go za koszulę i przyciągnęła do swoich ust. Całą sobą domagała się dopełnienia. Wilgotne i nabrzmiałe wargi rozsunęły się pod jego naporem. Przytrzymał mocno jej biodra, kiedy zaczął się w niej zagłębiać. Zacisnęła mięśnie, otaczając go ciasnym kokonem. Przygryzła wargę tamując jęki. Podsunął jej uda do góry, chcąc być bliżej i głębiej. Pożądanie dyktowało im swój własny rytm. Wysunął się z niej. Mruknęła ponaglająco.
- Zaraz skończę…
- I…?
- Nie mamy zabezpieczenia.
Sięgnął po chusteczkę i pozwolił jej dłoniom dokończyć dzieła. Potem jeszcze długo tulił ją do siebie i nie pozwalał zniknąć. Ostatnią rzecz, jaką zapamiętała przed wyjściem to tęsknota w jego oczach.
Dwa dni później to on zadzwonił. – Chodź ze mną na późny obiad. Mimo deszczowej szarości wypatrzyła go z daleka. Od dawna w pamięci miała jego specyficzny chód i sylwetkę. W ręku trzymał ogromny bukiet. Zanurzyła nos między płatki. O kiedy uwierzył, że nie lubi róż, przynosił jej tulipany. Żółtość przeplatała się z bladym fioletem. „Jako przeprosiny.” Nie byłaby sobą, gdyby nie próbowała wydobyć z niego informacji „za co”. Ale na jej pytanie odpowiedział „Później”. Siedziała przy stoliku i przyglądała się jego twarzy. Zastanawiające, jak znane rysy, mogą czasem zaskakiwać nowością. Jadł dziwnie milczący, od czasu do czasu krzyżując wzrok z jej taksującym spojrzeniem. Wrócił do tematu kwiatów dopiero, kiedy deszcz znów odgrodził ich od reszty świata. Mały azyl ograniczony powierzchnią parasola.
- Zostanę ojcem.
Ugryzła się w język, żeby nie rzucić, że fraza powinna brzmieć „zostaniesz ojcem”, ale on chyba nie był w takim nastroju. Zaczął snuć opowieść, wracać do swoich wspomnień.
- Świadomie nie stosowałeś zabezpieczenia?
- ... Tak...
Uśmiechnęła się swoim ironicznym półuśmiechem. Nie czuła potrzeby wiedzieć nic więcej.
20:47, tyggrysek
Link Komentarze (2) »
niedziela, 23 marca 2008
Przebudzała się czasem. Na moment. Na tyle, żeby poczuć ciepło jego ciała, ciężar ręki opasującej talię, spokój. Na tyle, by nie otworzyć oczu. Na tyle, żeby znów za chwilę zasnąć. Obudzili się oboje. Cienie zachodzącego dnia tańczyły jeszcze na podłodze. Dotykał jej. Nie chciała się kochać. Ale nic nie powiedziała. Zaczął ją całować i pieścić. Nie zaprotestowała. Nie chciała? Nie miała siły?
Podsunął jej bluzkę do góry. Odrobina inicjatywy z jej strony. Oswobodziła ręce z tasiemek stanika i pęt tkaniny. Patrzyła na jego czuprynę, na ruchy jego dłoni. Prawie beznamiętnie. Prawie jakby stała z boku. Rozebrał ją do końca. Mruknęła coś… A może tylko tak jej się zdawało…
Przewrócił ja na brzuch. Sama rozsunęła uda. Cieszyła się, że będzie mogła nie pokazywać twarzy. Usłyszała szelest zdejmowanego ubrania. Przesunął palcami po jej kobiecości. Wilgoć. Poczuła ciepło okrycia z jego ciała. Poczuła jak się w nią zanurza. Namiastka dawnej przyjemności. Kiedy taki twardy ją dopełniał. Kiedy dopasowywała się do jego obecności. Kiedy pragnęła więcej. Kiedy pragnęła… Zaczął się poruszać i echo dawnych doznań zanikło. Zacisnęła mięsnie, obejmując go głęboko w sobie. Jemu sprawiło przyjemność, dla niej była to niewielka zmiana. Objęła jego nadgarstki. Opuszkami przesunęła po skórze. Czuła, że dotyka. Nie czuła czego dotyka…
Miała nadzieję, że on zatraci się w doznaniach. Gęstniejąca ciemność przynosiła jej dodatkową osłonę. Mogła leżeć tylko. I oddawać mu swoje ciało do dyspozycji. Skorupkę. Ułożył ją potem na boku i zamknął w kokonie z siebie. Prawie bez ruchu dotrwała do momentu, kiedy poszedł do łazienki.
22:34, tyggrysek
Link Komentarze (1) »
niedziela, 09 marca 2008
Wyszła od lekarza. Świat żył obok niej, ale go nie dostrzegała. Nie docierały do niej hałasy otoczenia. Nie widziała słońca, zielonych drzew, ludzi. W którymś momencie ocknęła się ze swoich myśli. Podświadomość zaprowadziła ją pod dom przyjaciela. Patrzyła na tablicę domofonu i zastanawiała się czy zadzwonić. Dawno u niego nie była. Kolejne miłości zabierały jej czas i jakoś się nie składało…
- Halo.
- To ja, T.
Zabrzmiał brzęczyk. Jak zwykle wchodziła po schodach, zamiast użyć windy. I jak zwykle otworzył drzwi, kiedy stawiała nogę na ostatnim stopniu.
- Długo cię tu nie było… zawiesił głos. Przestał się uśmiechać, a oczy spojrzały uważniej.
Przytulił ją mocno do siebie. Bez słowa. Wiedział, że nie ma sensu pytać. Jeśli będzie chciała, powie sama.
- Co chcesz?
- Kawę.
- Z mlekiem? Kiwnęła głową.
Słuchała jak mówił o mieszkaniu, obrazach. O pracy. Traktowała jego dom jak azyl. Tu wypłakiwała swoje niepowodzenia, tu opowiadała o swoich szczęściach. Bo on zawsze był.
Usiadł naprzeciwko niej. Patrzył jak kurczowo obejmuje kubek. Czekał.
- Byłam dzisiaj u lekarza.
- …?
- Podejrzenie raka.
Patrzył na nią z niedowierzaniem.
- Za młoda jesteś,
- Powiedz to moim komórkom.
- Ale…
Wzruszyła ramionami.
- Shit happens. Do czasu ostatecznych wyników zostaje mi czekać.
Zmęczonym ruchem przetarła twarz. Zapatrzyła się w przestrzeń. Nie zauważyła, że wyszedł z kuchni.
- Chodź!
Ocknęła się – Gdzie?
- Nie pytaj! Chodź!
Wstała, ale nogi ugięły się pod nią. Odruchowo przycisnęła ją do siebie. Poczuł, ze drży. Dopiero teraz odreagowywała stres. Wziął ją na ręce i zaniósł do łazienki. Powietrze przesycone było parą i zapachem cynamonu.
- Kąpiel dobrze ci zrobi…
Zamrugała. Niezdarnie zaczęła rozpinać guziki. Odsunął jej dłonie. Rozbierał ją jak małe dziecko. Sam nie wiedział, co się z nim dzieje. Jej ogromne oczy wywoływały w nim opiekuńcze odruchy, ale jej ciało przypominało, że są tylko kobietą i mężczyzną.
Pomógł jej wejść do wanny i cieszył się, że piana zakryła wszystkie krągłości. Chodził niespokojnie po mieszkaniu i nasłuchiwał. Szumu wody, szelestów, ciszy. Zapukał do drzwi.
- Hej, wszystko w porządku?
Nie usłyszał odpowiedzi.
- Mała…?
Siedziała obejmując kolana. Po policzkach płynęły łzy.
- Czuję się kompletnie bezradna. Mogę tylko czekać, modląc się, żeby drugi wynik był negatywny.
Zaczęła szczękać zębami.
- Woda wystygła. Wyjdź, bo jeszcze się przeziębisz.
- Na coś trzeba umrzeć. - nieśmiało się uśmiechnęła.
- Nie wiem czy mam cię opieprzyć za głupie gadanie, czy jednak cieszyć, że nie spochmurzałaś.
Owinął ją ręcznikiem, starając się nie spuszczać wzroku z jej twarzy. Mocno się w niego wtuliła. Poczuł jej ręce na karku, piersiami oparła się o tors. Zacisnął zęby, powtarzając sobie w myślach, że ona mu ufa. Ale nie potrafił odmówić sobie przyjemności trzymania jej w ramionach. Wziął ją na ręce i zaniósł do salonu. Usadowił ich w fotelu i otulił kocem, bo ona zawsze marzła. Oparła głowę na jego ramieniu i siedziała w bezruchu. Zastanawiał się czy usnęła. Czuł jej delikatny kobiecy zapach. Wyobraźnia podsunęła obrazy krągłego tyłeczka, którego zarys czuł na lędźwiach. Robiło mu się coraz bardziej niewygodnie. Przez moment wierciła się na jego kolanach. Odczuła jego podniecenie. Odchyliła głowę i spojrzała na jego wargi. Wyciągnęła rękę i przesunęła palcami po delikatnej czerwieni. Złapał jej dłoń.
- Nie.
- Nie? – powtórzyła
- Potem będziesz żałować.
- Dlaczego tak sądzisz?
- Bo w tej chwili jesteś wytrącona z równowagi. Potem będzie inaczej.
- Masz rację. Nie jestem do końca sobą w tej chwili. Przyznaję, że potrzebuję bliskości i przytulenia. Aż tyle.
Puścił jej palce i przymknął oczy. Przesunęła kciukiem po brodzie znaczone zarostem. Otuliła policzek wnętrzem dłoni. Pogładziła brwi i zmarszczkę pomiędzy nimi.
- Pocałujesz mnie?
Przez moment błądził wzrokiem po jej twarzy. Uniósł jej brodę i musnął wargi. Po chwili otworzyła oczy.
- Już?
- A czego oczekujesz?
- Zapomnienia. Czegoś, co obudzi zmysły, a uśpi rozum. Udowodnienia, że jeszcze żyję.
- I tylko ja potem będę miał kaca moralnego.
Zeskoczyła z jego kolan i pobiegła do łazienki. Stanął w drzwiach, kiedy była już w bieliźnie. Złapał jej dłonie. Chwilę się siłowali, zanim udało mu się ją przyciągnąć do siebie. Wciąż walczyła, próbując się odsunąć. Trzymał ją przed sobą i zmusił, żeby wycofała się do sypialni. Kolanami dotknęła krawędzi łóżka. Znów zaczęła się wyrywać.
- Po co? Przecież już powiedziałeś, co o tym myślisz!
- Tak? Nie przypominam sobie.
Prychnęła. Popchnął ją na łóżko i przycisnął swoim ciałem. Unieruchomił ręce po bokach głowy. Popatrzyła mu wyzywająco w oczy. Z niespodziewaną zachłannością zawładnął jej ustami. Zbyt zaskoczona, nie stawiła oporu. Poznawał jej smak, penetrował wnętrze ust. Złagodniał, kiedy odpowiedziała. Z finezją nadal uwodził ją samymi pocałunkami. Nie puścił jej rąk mimo, iż wyczuwał jej pragnienie. Przesunął wargi na szyję. Prowadzony napiętym ścięgnem odnalazł trójkąt pulsujący ciepłem. Sięgnął do zapięcia stanika. Uwolnioną ręką pogłaskała go po policzku. Przekręcił głowę i złożył lekki pocałunek we wnętrzu jej dłoni. Znaczył jej ciało swoimi wargami. Niewielkie zagłębienie na granicy ramienia. Łagodne wzniesienie piersi, zakończone ostrym szczytem. Napięta brodawka znalazła ukojenie jego ust. Ciepły język wzbudził fale napięcia, spływające do zbiegu ud. Otulił jej piersi dłońmi. Po aksamicie języka dotknięcie palców wydało się prawie szorstkie. Wreszcie oswobodzona, jak ślepiec, błądziła rękoma po jego ciele. Obdarzał pieszczotą napiętą skórę brzucha, wypukłe biodra i wklęsłe pachwiny. Dłonie zsunęły się na wcięcie talii i pozbawiły ja resztek ubrania. Rozsunął jej uda, bezwstdnie wystawiając różowość na jego spojrzenie. Wilgoć oddechu spotkała inną wilgoć, płaszczyzna języka oparła się o wypukłość łechtaczki. Uniosła się na łokciach, pragnąc nasycić także zmysł wzroku. Niespiesznie poznawał jej zakamarki, smakował wilgoć. Odkrywał pieszczoty, które lubi. Jej kobiecość nabrzmiewała coraz bliższym spełnieniem. Biodra odnajdywały swój rytm. Gdzieś w środku niej napięcie zaczynało zwijać się w coraz ciaśniejszy węzeł. Zapadała w stan chwilowego zawieszenia, zanim orgazm nie wybuchnie z całą siła. Przed jego oczami rozgrywał się monodram osiągający swój finał. Najpierw pod palcami, a potem na języku, poczuł jej dreszcze. Umysł się wyłączył. Przez moment była tylko ciałem targanym spazmami rozkoszy. Niespodziewanie łzy spłynęły kącikami oczu. Poczuła się nagle niesamowicie samotna. Czuła jego fizyczną obecność, ale nie zmieniało to uczucia opuszczenia. Pochylił głowę i przytulił policzek do jej twarzy. Zastanawiała się czy faktycznie nie widzi jej łez, czy nie chce ich zobaczyć. Zacisnęła palce na jego plecach i mocno przyciągnęła do siebie. Opiekuńcza obręcz jego ramion złagodziła przykre doznanie. Przesunął się na bok i mocno wtulił ją w swoje ciało. Z policzkiem przytulonym do jego piersi poczuła się wolna. I pusta jednocześnie.
22:59, tyggrysek
Link Komentarze (4) »
sobota, 02 lutego 2008
Laptop i kupki papierów okupowały, duży właściwie, stół. Czerwony kubek z kolejną herbatą. I dźwięki klasyki. Zawsze przy dużych projektach wracała do tego rodzaju muzyki. Przyglądał się jej z drugiego końca salonu, jak przeczesuje włosy próbując rozwiązać jakiś problem.
Roześmiała się.
- Słyszysz…?
- …?
- CK dezerterzy i lekcja pianina …
Przechyliła głowę. W jej oczach mignął głód. Patrzyli przez chwilę na siebie. Wstali prawie równocześnie. Jednocześnie zaczęli się rozbierać. Ślad ubrań znaczył jego drogę. Pociągnął ją ze sobą na krzesło. Zachłanne pocałunki. Nagły pośpiech, jakby nie mieli czasu. Palce wplątane w zarost. Opuszki pobudzone krągłością piersi. Jej biodra nad jego. Dłonie mocno trzymające pośladki. Paznokcie wbite w ramiona. Szepty i jęki.
- Szybciej, mocniej…
Szarpnęła jego wargę zębami. Języki stoczyły walkę. Znów się w niej rozpychał. Nienasycenie. Aż do dreszczy. Prawdziwy gniew boży…
21:22, tyggrysek
Link Komentarze (5) »
niedziela, 23 grudnia 2007
 
Z optymistycznym akcentem na końcu...  Wszystkiego dobrego :)
23:31, tyggrysek
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 17 grudnia 2007
Wracali do hotelu. Ją wręcz rozpierała energia. Szła prawie podskakując. Rozglądała się ciekawie, chłonąc niezwykła atmosferę miasta. On szedł obok zatopiony w milczeniu zmęczenia. Dla niego widok był już zbyt znajomy. Jego radość z jej fascynacji powoli przeradzała się w irytację. Z niesmakiem patrzył jak przystaje przyglądając się niebu, spędza 10 minut próbując zrobić zdjęcie, które ją zadowoli.
- Zachowujesz się jak małe dziecko!
- No i…? Mam tylko kilkanaście godzin. Chcę zobaczyć jak najwięcej. Jak najwięcej poczuć, doświadczyć, zapamiętać. Montmartre, Montparnasse, wąskie uliczki i Sacre Coeur...
Przyglądał się jej bez zrozumienia. W takich momentach docierało do niej, jak daleko mentalnie są od siebie. To, co miało swój urok w romansie na dłuższą metę stałoby się nie do wytrzymania. Miał pieniądze i miał ochotę jej nimi zaimponować. I jej było miło z tym stanem. Ale był też zbyt przywiązany do schematów, zbyt mocno pragnął wtłoczyć ją w ramy, jakie stworzył dla „swojej” kobiety. Nie chciał zaakceptować jej głodu życia, przygody, namacalnych doświadczeń. W tym też się różnili. Próbował jej narzucić swój sposób postrzegania świata. Planował ich wspólną przyszłość, nie uwzględniając jej sprzeciwu. I nie przyjmował do wiadomości faktu, że dla niej to krótka znajomość. Właściwie z oznaczonym terminem zakończenia :) „Po co coś robić, skoro inni za pieniądze zrobią to za ciebie.” Bez wysiłku. Złościł się o jej komentarze na temat własnej figury, kiedy krytykowała swój wygląd.
- Przecież jak się ubierzesz to wyglądasz bez zarzutu.
- Ale JA źle się czuję we własnej skórze. Ćwiczę dla siebie, dla własnej przyjemności i satysfakcji.
- Jeśli chcesz, mogę zacząć chodzić na siłownię.
Popatrzyła na niego zdumiona.
- Nie chcę, żebyś robił coś dla mnie.
Wyraźnie się odprężył.
Nie rozumiał, co może być wspaniałego we wspinaczce na Eiffla, zamiast poczekać na windę, choć wiązało się to z godzinnym czekaniem. Ona stała wciąż zdyszana po sprincie po schodach i chłonęła widoki. On wszedł powoli zmęczonym krokiem sporą chwilę po niej. Usiadł i zapalił papierosa. Spojrzała na niego i zajęła się panoramą miasta. Samotna, choć nie sama...
20:21, tyggrysek
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 10 grudnia 2007
Miała wszystkiego dość. Jej umysł powoli odmawiał posłuszeństwa. Nawet myśl o wspólnym wieczorze, jaki zaplanowali, nie potrafiła jej już postawić na nogi.
Przyglądał się z lekkim uśmiechem jak zaczęła się rozbierać pod prysznic, żeby w połowie aktu stwierdzić, że jest głodna i najpierw potrzebuje coś zjeść.
- Zrobię ci kolację.
- Nie, bo jeszcze sama nie wiem co chcę.
Nie dała odebrać sobie noża. Mógł bezkarnie dotykać jej brzucha, wyłaniającego się z rozpiętych spodni. Tym razem nawet pasek mu nie przeszkadzał :) Pocałował ją w kark, aż zamruczała. Dłońmi odkrywał aksamit skóry. Nachylił się obok niej, uniósł koszulkę i całował odkryte biodra. A potem odnalazł wrażliwe miejsca i łaskotał językiem. Nóż w jej ręce podskoczył niebezpiecznie.
Patrzył jak chaotycznie chodzi po mieszkaniu, wciąż będąc blisko, wciąż dotykając i głaszcząc. Przyłączył się do jej dłoni, kiedy się rozbierała, a potem wziął na ręce i zaniósł do łazienki. Usiadł na ławce i przez szkło kabiny przyglądał się jak bierze prysznic. Widział jak ciepła woda zmywała z niej zmęczenie. Obserwował kobiece krzywizny okryte pianą i pieszczone strużkami wody. Wyciągnęła rękę po ręcznik, ale on tylko rozłożył ramiona i zawinął ją w grubą tkaninę. Ufnie wtuliła się w niego. Taką otuloną zaniósł do sypialni. Ułożył na środku łóżka i wyciągnął się obok. Rozwinął poły ręcznika i przez chwilę błądził wzrokiem po jej ciele. Powtarzał jej kształty opuszkami. Zamykał piersi w kołysce dłoni. Igrał z sutkami. Składał lekkie pocałunki na jej twarzy, rozkoszując się jej zapachem. Próbował jej ust, walczył z językiem. Obdarzał dotykami całe jej ciało. Nie miała nawet siły zareagować. Poddawała się tylko tym przyjemnościom. Wędrował przez krągłości ramion, sprężyste wzgórki, płaskość brzucha. Czasem przesuwał się po gładkości uda. Smakował jej skórę. Język spotkał się z chropowatością aureoli, żeby dużo później pozostawić dłoniom stwardniały sutek. Usta przesuwały się po ciele, niespiesznie dążąc w kierunku kobiecości. Ale to najpierw palce dotarły do źródła wilgoci, odszukując łechtaczkę. Rozsuwał wargi, pocierał, wypełniał. Kiedy na moment otworzyła oczy, napotkała jego intensywne spojrzenie. Pochylił głowę. Ciepła wilgoć języka. Silna pieszczota, choć przecież tak delikatna. Jej dłoń prawie nieświadomie wsunęła się we włosy na jego skroni. Szybciej niż planował przyciągnęła go do swoich ust i posmakowała samej siebie. Jej oczy błyszczały. Przesunęła się nad niego i gorączkowo zaczęła oddawać pieszczoty.
23:07, tyggrysek
Link Komentarze (8) »
sobota, 01 grudnia 2007
Powietrze przesycone pożądaniem, ciała naznaczone zapachem drugiej osoby. Ich zagonione oddechy mieszały się ze sobą.
- Co do kończenia…
- Wolałabym nie …
- Za późno…
Patrzyli sobie w oczy. Szybka gonitwa myśli. Wzruszyła lekko ramionami i uśmiechnęła się.
Ułożył ją na swoim ramieniu i przytulił. Leżeli w ciszy. Ciało rozpieszczone leżało spokojnie. Umysł poruszony analizował. Dojmujące uczucie strachu. Z jednej strony była pewna, że to bezpieczny czas, z drugiej… nic nigdy nie jest pewne. Nie odezwała się ani słowem. Wolała, żeby wyszedł bez zbędnego balastu. Poszli razem pod prysznic.
Tulił ją długo przed wyjściem.
- Co do…
- Nawet jeśli, to i tak się nie dowiesz…
- I sam nie wiem czy mam się z tego cieszyć.
Cicho zamknął drzwi.
20:55, tyggrysek
Link Komentarze (4) »
czwartek, 22 listopada 2007
Potrzebowała tych wakacji. Samotnych. Z dala od zgiełku, znajomych ludzi i miejsc. Co prawda wybijała się z tłumu rodziców z dziećmi i par, ale przynajmniej miała spokój. Przez kilka dni cieszyła się niczym niezmąconym lenistwem. Jedynym dylematem pozostawał wybór miejsca do leniuchowania. Plaża czy basen. Ale później jej niespokojna natura dała o sobie znać. Wszyscy zachwalali zabytkowe domki znajdujące się w miejscowości obok. Uznała, że długi spacer dobrze jej zrobi. Już z daleka widać było małą kolonię kolorowych budowli przycupniętą na wzgórzu. Mozolna wspinaczka zakończyła się w wąskich uliczkach utworzonych przez ściany domów malowanych indigo i ochrą. Kobiety w chustkach, siedzące przy krosnach rzucały jej zaciekawione spojrzenia. Samotna kobieta w ich kulturze była czymś obcym. Od czasu do czasu umykała przed obcojęzycznym tłumem, odnajdując przy okazji różne przejścia i zakamarki, które zachwycały ją swoją naturalnością. Wreszcie i jej upał dał się we znaki. Zaczęła schodzić drogą prowadzącą do plaży. Zatrzymała się przed plakatem Water Park. Na widok informacji o skokach na bungie nie potrafiła się nie uśmiechnąć.
- Witaj.
Odwróciła się, chcąc odprawić intruza.
- Zainteresowana? – kiwnięciem głowy wskazał na plakat.
Wzruszyła ramionami, co mogło oznaczać zarówno zgodę, jak i przeczenie.
- Pracuję tam. Mówią na mnie Drago. Jeśli chcesz to cię oprowadzę.
Zdjął okulary słoneczne. Widok uśmiechniętych oczu rozwiał jej rezerwę.
Skrzywiła się na widok ilości leżaków i tłumów ludzi. Z daleka widać było żółty dźwig. Stanęli przy drewnianej barierce. Zafascynowana patrzyła na kolejne odsłony spektaklu.
- Chcesz spróbować? Tylko, że nie jesteś odpowiednio ubrana.
- Umówmy się na jutro.

Stała zapięta w uprzęży. Już miała wchodzić do windy, kiedy usłyszała.
- Będę patrzył. Nie wolno ci krzyczeć.
Stanęła na krawędzi. Spojrzała w dół i złorzeczyła własnej psychice :) A potem przeciążenie odebrało jej dech. Dopiero dużo później, kiedy już uwolniła się od lin i stanęła obok niego poczuła, że drżą jej nogi.
- Chodź, szalejemy dalej.
Spędziła kilka następnych godzin ciesząc się pędem powietrza na twarzy, rozmową, rozbryzgami wody o burtę motorówki.
- Masz ochotę na wieczorną kawę w moim towarzystwie.

Jechali samochodem w stronę kolorowych domków, które zwiedzała poprzedniego dnia. Wjechał w żwirowy szlak, który kończył się ślepo dużą półką skalną z przycupniętą na niej kawiarnią. Ogromne skórzane kanapy w kolorze gorzkiej czekolady, drewniana podłoga sprężynująca pod nogami. Zaprowadził ją na mały taras. Dwa stoliki oddzielone od siebie filarami. I wspaniała panorama poniżej. Słuchała jego głosu, naznaczonego południowym akcentem. Kuszenie słowami. Chłodny wiatr sprawił, że podkuliła pod siebie nogi. Świadomie oparła bose stopy o jego udo. Powolnymi ruchami głaskał jej kostki, rozcierał delikatnie podeszwy stóp. Dawał delikatne sygnały, ale wciąż czekał na jej decyzję. Na moment przysiedli się jego znajomi. Zostali potraktowani jako para, co ją rozśmieszyło. Niedługo później, znów siedzieli tylko we dwoje.
- Co robimy?
- Obiecałeś mi masaż…
Jego oczy rozbłysły.

Przez otwarte drzwi wpadało ciepłe nocne powietrze. Zapalił świeczki.
- Rozbierzesz się…?
I zniknął. Nieco zaskoczona zdjęła bluzkę i stanik.
- Już dawno w takiej sytuacji nie rozbierałam się sama - pomyślała z uśmiechem.
Położyła się na łóżku i zamknęła oczy. Przyszedł i usadowił się nad jej biodrami. Na pośladkach poczuła jego podniecenie. A potem odpłynęła w cudowny niebyt. Dotyk dłoni działał kojąco na jej ciało i umysł. Przynosił najnaturalniejsze odprężenie i przypomnienie, jak delikatne potrafią być duże męskie dłonie. Zdjął jej spódnicę. Rozluźniał każdy fragment jej ciała, a po chwili znów wracał im energię. Czuła, że mężczyzna robi się coraz bardziej napięty. Zresztą nie tylko on. Wystarczyło, że przekręciła się na plecy i poczuła na sobie jego chciwe usta. Rozpalały zmysły, prowokowały. Dotyk stał się bardziej prowokujący. Odkrywała siłę jego ramion. Niewielki dołek na środku mostka. Przesunął usta na jej szyję, a pieszczota języka wyrwała z gardła jęk. Piersi zginęły przykryte dużymi dłońmi. Stwardniałe sutki otarły się o skórę. Wygięła się w łuk. Ciepło warg mieszało się w wilgocią języka. Znaczył zagłębienie miedzy piersiami, brzuch, uda. Wracał do półkul, które prężyły się w oczekiwaniu na pieszczoty. Ale dopiero dużo później, kiedy zaczęła się pod nim wić z niecierpliwości, zamknął wargi na sutkach. Przesunął palcami po jej wargach. Chciwie wyciągnęła język. Uśmiechnął się.
- Nic nie rób.
Smakował jej usta. Drażnił językiem, łagodnie kąsał. Całował kąciki. Delikatne muśnięcia i bardziej zdecydowane pocałunki. Podniecał. Sprawiał, że chciała coraz więcej i nie liczyło się już nic, oprócz jego ciała i jego obecności. Wsunął dłoń między jej uda. Palce rozdzielały wilgotny aksamit, odnajdywały czułe punkty, doprowadzały do granicy. Ułożył się między jej udami i ocierał się o jej wilgotną kobiecość. Wydawało się, że to tylko preludium przed dalszymi pieszczotami. Chciał się odsunąć, ale jej pragnienie stało się nie do zniesienia. Owinęła nogi wokół jego bioder, próbując go zmusić, żeby wreszcie ja dopełnił. Chwilę jeszcze się z nią droczył, po czym wszedł zdecydowanie. Mimowolnie mruknęła. Uważnie przypatrywał się jej twarzy, kiedy zaczął się poruszać. A potem bezwstydnie wykorzystał tę wiedzę. Mogła tylko poddawać się jego woli. Zaczęła go poganiać. Zacisnęła palce na jego ramionach, kiedy wchodził w nią głęboko. Poczuła opuszkami delikatny dreszcz, jaki go przeszedł. Zamknął ją w kokonie swojego ciała, podpierając się, żeby jej nie zgnieść. Przesunęła nosem po jego szyi. Myli się w lodowatej wodzie. Ciepłe dłonie próbowały rozproszyć dotkliwe zimno. Przykrył ją prześcieradłem, a sam usiadł na podłodze. Przesunęła się na krawędź łóżka, tak, że jego głowa opierała się o jej brzuch. Szepty o wielu rzeczach. Wsunęła palce w jego włosy. Pieściła kark i ramiona. Odchylił głowę i podsunął swoje usta na spotkanie jej. A potem zsunęła się obok niego na dywan.

 

01:01, tyggrysek
Link Komentarze (3) »
czwartek, 15 listopada 2007
Przypadek sprawił, że dowiedzieli się o swoim istnieniu.Impuls spowodował, że się poznali. Obiecał jej kiedyś sushi. Wreszcie oboje znaleźli czas, żeby spełnić tę obietnicę. Stała zapatrzona w szybę, kiedy do niej podszedł. Zaskoczona przez moment próbowała zrozumieć, co się w nim zmieniło. Był szczuplejszy niż go zapamiętała. I miał niesamowicie brązowe oczy. Brązem kasztana lśniącego w słońcu. Ledwo usiedli przy stole a zaczęła się rozbierać ;) Biała bluzka odcinała sie od opalonej skóry. Ich dłonie nieświadomie i mimowolnie przyciągały się nawzajem. Jej rozgrzane, jego chłodne, choć zwykle było na odwrót. Śmiała się ze swoich nieporadnych prób okiełznania pałeczek. Zrezygnowana, z niekłamaną przyjemnością, jadła palcami. Z niedowierzaniem przyjął fakt, że nigdy wcześniej nie zdarzyło jej się posmakować sushi. Mieszała smaki, stwierdzając, że jednak woli sam chrzan. Poznała kolejną odsłonę imbiru. Siedzieli nad herbatą, snując opowieści, plącząc dłonie i muśnięcia. Przechyliła głowę przysłuchując się jego słowom. Ułamek sekundy, spojrzenie. Nachylił się, miękko smakując jej wargi. Zamknęła oczy poddając się tej magii. Potem jeszcze przez chwilę patrzyła na niego rozmarzonym wzrokiem.
- Idziemy?
23:47, tyggrysek
Link Komentarze (4) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 8
następne
Archiwum
Wrzesień 2006
Październik 2006
Listopad 2006
Grudzień 2006
Styczeń 2007
Luty 2007
Marzec 2007
Kwiecień 2007
Maj 2007
Czerwiec 2007
Lipiec 2007
Sierpień 2007
Wrzesień 2007
Październik 2007
Listopad 2007
Grudzień 2007
Luty 2008
Marzec 2008
Kwiecień 2008
Maj 2008
Grudzień 2008
Lipiec 2009
Listopad 2009
Czerwiec 2010
Zakładki:
...
Gaworzenie
Tyggrysek
Inne historie
Benko i Benoni :)
Blogopera o pracy na statku
Chakier
Skośnooka
Sos słodko-ostry
Zmysłowa
Na tapecie
Balzac- Opowiastki jurne
Marek Ławrynowicz- Korytarz
Prior- La cucina
Nakarm glodne dziecko - wejdz na strone www.Pajacyk.pl
Pisz swój dziennik w Internecie
Pisz blog
Dodaj blog do ulubionych
Wersja mobilna
Blox.pl
poprzedni blog załóż bloga następny blog