|
czwartek, 25 października 2007
Wino, książka i muzyczne opowieści...
Miał być kobiecy wieczór... Aga Zaryan ... Diana Krall ... Nina Simone ... Randy Crawford ... Aretha Franklin ... Lois Mahalia ...
Tak przy okazji... Poor misguided fool... Don't you know you've got your Daddy's eyes...
niedziela, 21 października 2007
- Chodź już, bo tramwaj nam ucieknie! Szybko przemknęła obok niego w drzwiach. Krótka spódnica zafalowała wokół ud. Stanęła za nim, kiedy czekali na windę. Wsunęła dłonie pod jego sweter. Ale szybko zsunęła je na wysokość rozporka. - Zachowuj się przyzwoicie. Chyba, że nie chcesz iść? Pocałowała go w szyję, ale posłusznie zabrała ręce. Wczesny jesienny wieczór otulił ich chłodem. Szli szybko na przystanek, mijając plamy świateł z latarni. W zgłuszonej mgłą rzeczywistości jej kozaki stukały zadziwiająco głośno. Zobaczyli z daleka jak tramwaj, na który się spieszyli odjeżdża. Spojrzał na rozkład jazdy. - Na następny długo poczekamy. - Mi to specjalnie nie przeszkadza. - Podejrzanie błyszczą ci oczy… - Wydaje ci się- odparła już z kpiącym uśmiechem wtulając się w niego mocno. Zacisnęła palce na jego pośladkach, nosem przejechała po szyi. - Chcę żebyś mnie tutaj przeleciał. Uniósł brew pytająco. - Skoro mamy całe 20 minut… Wspięła się na palce i pocałował go. - Nie chcę zmarznąć ;) - wymruczała mu prosto w usta. Przekazywała mu swój głód i pożądanie. Pod palcami czuł jej kształty, zamaskowane przez sweter. Zsunął dłonie na jej tyłeczek. Owinęła nogę wokół jego uda. Pod palcami poczuł koronkę pończoch. - Chodź! – pociągnęła go za sobą w stronę ławki. Oparła dłonie o oparcie i wypięła pośladki. Zarzucił jej spódniczkę na plecy. Przed oczami miał krągły kobiecy tyłeczek. Przesunął dłonią pomiędzy udami. - Szybciej!- ponagliła go Już po chwili był w niej. - Nie chcę delikatnie. Złapał ją mocno za biodra. Sama podsuwała się na jego spotkanie. Podniosła głowę, kiedy tramwaj wyjeżdżający z zajezdni, zadzwonił na ich widok. Co chwilę odwracała się od niego. – Mocniej. – Głębiej. Chciała sprawić sobie przyjemność. Zgodnie z jej życzeniami poruszał się szybko i gwałtownie. Ocierał mocno o wilgotne fałdki. Jakieś mignięcie zwróciło ich uwagę. Schowany pod wiatą stał kilkuletni chłopczyk. Znudzony, niedbale żuł gumę i przyglądał się ich miłości. Chwilę przed finałem on jeszcze przyspieszył. Wypełnił ją swoim nasieniem. Poczuła strużki wilgoci, wyciekające już, mimo jego obecności. Zdążyli się popoprawiać zanim przyjechał tramwaj. Usiadł i posadził ją sobie na kolanach. Pocałował. - Czułem się trochę jak żywy wibrator. Ale podobało mi się.
sobota, 06 października 2007
Leżeli potem obok siebie. Przytulił ją mocno, oparła nos o Jego skórę i wdychała zapach. - Mała, przez cały ten czas tylko ja mówię o uczuciach. Ty ani razu. Specjalnie? Milczała. - Mała!- ponaglił ją. - Lubię Cię. Lubię z Tobą rozmawiać, sypiać, przebywać. Ale Cię nie kocham (Już nie- dodała w myślach), jeśli o to pytasz. - Mała, czy ty mnie w ogóle potrzebujesz? Oboje wiedzieli, że pyta o coś więcej. - Tak. Jako kochanka, jako kogoś ważnego w moim życiu. Wiem, że jesteś gdzieś obok i ta świadomość mi wystarcza. - Czyli jako kogoś, kogo się prosi o pomoc, o przytulenie, już nie. - Też.- Poczuł jak się uśmiechnęła. - Pod warunkiem, że sama nie dam już sobie rady. Oboje wiedzieli, że za nic w świecie by się do tego nie przyznała. - A… jako partnera? - Nie. Zabolało, ale za tę szczerość też ją cenił. - Nie mogę pozwolić sobie na luksus spotrzebowania Cię jako partnera. To mnie nie przytuli w nocy. Nie nabierze realnych kształtów. Nie pozwoli wysłać wiadomości o 3 w nocy, że Cię potrzebuję. Wysunęła się z łóżka zanim zdążył zareagować.
poniedziałek, 01 października 2007
Zadzwonił do niej w poniedziałek, ale akurat spieszyła się na jakieś spotkanie. We wtorek on nie mógł. Codzienne obowiązki co i rusz niweczyły ich plany. Kolejna wiadomość. - Dzisiaj też nie dam rady. Muszę pilnie wyjechać. Pogodziła się z nieuniknionym. Zatonęła w dokumentach. Domofon oderwał ją od biurka. - Śpisz już? Wtuliła się na powitanie. Przesunęła nosem po miękkim polarze. Została otoczona ramionami. - Nie mogę długo zostać. Ale chciałem cię zobaczyć. Usiedli na stołkach w kuchni. Opowiadała mu podekscytowana o nowych szansach i możliwościach, które stały się dla niej dostępne. Patrzył uważnie. Wstał i wziął ją na ręce. Bez pytania poszedł do sypialni i ułożył ich na łóżku. Pocałował. - Niestety po całym dniu nie pachnę różami.
- Mhm- skwitowała mało przytomnie. Dotykała torsu przez materiał. Przesuwała palcami po włoskach na karku. Niespiesznie odnajdywali swoje usta. Lekkie pocałunki, delikatne spotkania języków. Przerzucił sobie jej nogę przez udo. Wsunął dłoń pod jej koszulkę. Głaskał skórę i niecierpliwie dążył do zapięcia stanika. Odsunął ubranie. Przez chwilę oglądał opaloną pierś, jaka ukazała się jego oczom. Ułożył się między jej udami. Przez materiał czuła, jak napiera na jej kobiecość. Pozbywali się ubrań w nieładzie. Już nagi oparł się o jej wilgotne wejście. Kusił przez chwilę, drażnił wsuwając się tylko odrobinę. Pierwsze delikatne ruchy. Oboje cieszyli się tym momentem wejścia. Kiedy wszystko dopiero dopasowuje się do wzajemnej obecności. Podparł się i zaczął falować. W krótkim tempie oboje mieli przyspieszony oddech. Zwolnił i sięgnął dłonią między jej uda. Patrzył jak wygina się pod wpływem tego dotyku, jak mruży oczy i zaciska palce. Skrzyżowali spojrzenia. Pochylił się. Przesunęła łydki na jego ramiona. Gwałtowne ruchy wywołujące fale przyjemności. Napięcie mięśni i stłumione odgłosy łóżka. Przystopował. - Straciłem kondycję. Przyciągnęła go do siebie. I tak wspierał się na łokciach, ale czuła przynajmniej namiastkę jego ciężaru. Języki odnajdywały drogę do siebie. Dłonie głaskały i pieściły. - Jakieś propozycje…hmmm…? - Mogę przekręcić się na brzuszek… Uklęknęła przed nim. Pieścił jej pośladki zanim znów znalazł się w środku. Chwila przyjemności zanim niespodziewanie nie syknęła z bólu. Odsunął się i pogłaskał jej biodra. Przytuliła się, ale już za moment przesunęła się na górę. Objęła jego lędźwie, ale szybko chciała więcej. Kucnęła i przesuwała się na całej jego długości. Oparła dłonie na owłosionym torsie. Jej opalona skóra mocno odcinała się od jego karnacji. Obserwował jak odwraca się do niego tyłem. Prosta linia pleców rozchodząca się w amforę bioder. - Ślicznie to wygląda. Unosiła się nad nim rytmicznie, ale oboje chcieli już dążyć do końca. Przesunęła ręce do tyłu i zaplotła je z jego dłońmi. Przyciągał ją do siebie, sprawiając, że nabijała się mocniej i głębiej. Czuła jak zaczął się wiercić, słyszała oddech. Przytrzymał ją na sobie. Pozwoliła mu ochłonąć i przytuliła się do jego boku. Objął ją i ułożył głowę na swoim ramieniu. Rozmawiali cicho, ona głosem jeszcze rwącym się od wysiłku. Pocałował ją w skroń. - Wcale nie chcę, ale muszę jechać. Leżała jeszcze przez chwilę, patrząc jak się ubiera. Narzuciła coś na siebie i odprowadziła go do wyjścia. Jeszcze w drzwiach nachylił się. „Dziękuję” i delikatne dotknięcie warg.
poniedziałek, 24 września 2007
Siedziała i płakała. Schowana w ogromnym fotelu wydawała się bezbronna. Płakała cichym płaczem. Pozwalała, jakby nieświadomie, spływać łzom po policzku. I pozwalała płynąć słowom.- Bo się nie nauczyłam cieszyć… Bo zawsze było źle. Zawsze mogło być lepiej. Nauczyłam się porównywać. Dążyć do bycia najlepszą. Zaspokajać Jego marzenia i pragnienia. Także te dotyczące mnie. Choć czegokolwiek nie zrobiłam zawsze słyszałam, że źle. Zawsze nie tak. Nie tak jak oczekiwał. Byłam nie taką partnerką. Na początku cudowna, bo silna, ale z drugiej strony nie pozwalająca Jemu przejąć kontroli. Kiedy pozwoliłam, stałam się zbyt słaba, żeby jeszcze być wartą zainteresowania. Zbyt ostrożna jako kochanka, kiedy przełamałam opory została ladacznicą….Nawet nie próbowałam jej przerwać. Nigdy wcześniej tak się nie zachowała. Analizowała, wiedziała, co było złego, znała swoje słabości. Ale zawsze to umysł brał górę nad emocjami. A dzisiaj przyszła roztrzęsiona. Rozkleiła się prawie natychmiast. Jakby z zamknięciem drzwi prysnęła samokontrola. Mogłam tylko siedzieć i nie przerywać. I patrzeć jak sama się bierze w garść, jak znów staje się tym, kim widzi ją świat. I słuchać z poczuciem straty słów przy wyjściu.- Dziękuję.
czwartek, 20 września 2007
Pożegnalna kawa. Umówili się w zupełnie zwariowanym miejscu. Oboje ograniczeni czasem. Jest. Sięgnął dłońmi do jej twarzy. Pocałował wygłodniale. Odpowiedziała swoim pragnieniem. Schował ją przed światem w ramionach. Oparła policzek o pachnącą koszulę. W stosunku do niego czuła się drobna i bezbronna. Przesunął palcami po pasku ciepłego aksamitu w prześwicie miedzy spodniami a bluzką. - Mówiłem, żebyś się wygodnie dla nas ubrała. Wsunął jej dłoń pod swoja koszulę. Dotykała nagiej skóry z fascynacją i rozczarowaniem, że nie może nic więcej. - Romantyczna randka w Macu, tak? Uśmiechnęli się. Wybrali oddalony stolik. Przestawiła krzesło. - Jak dla mnie ten dystans jest za duży. Nachylili się oboje, instynktownie pragnąc pocałunku. - Mmm… Smakujesz kawą – wymruczała. - A ty cebulką. – Skrzywiła się i zaczerwieniła po końcówki rudych włosów. Ironizowali, przerzucali się ripostami, całowali. Wciąż pragnąc więcej. Pragnąc bardziej. Zsunęła się niżej na krześle. Objęła jego nogę swoimi. Uda oparły się o udo, spojenie przylgnęło do kolana. Przesuwała się w górę i w dół, zaciskając mięśnie. Jeans ocierał się o jeans. - Ktoś za mną siedzi? Kiwnął przecząco głową. Nie spuszczała wzroku z jego twarzy. Widziała jak czasem drga mu policzek. I tylko ten drobny szczegół zdradzał jak bardzo jest poruszony. Nie widziała jego oczu schowanych za okularami. Przeszkadzało jej to. Brakowało jej jego spojrzenia. Wyobraźnia podsuwała obrazy. Jego twarzy, jego ciała. Nad nią. W niej. Odczucie było prawie namacalne. Oddychali jak po pocałunku odbierającym dech. Mierzyli się spojrzeniem. Gdyby byli gdzie indziej… Spragnieni, gwałtowni, smakujący… Przesunął dłonią po jej kroczu. Wiele by dała, żeby tam nie było przeszkody materiału. Popatrzył na nią uważnie. - Wiesz, że mógłbym w tej chwili wejść w ciebie, bez obawy, że sprawię ból. Nie odpowiedziała. Jej ciało zrobiło to za nią. Wycofała się. Oboje potrzebowali trochę ochłonąć. - Idziemy…?
Odprowadził ją do samochodu. Wyciągnęła się na palcach, chcąc być bliżej. Zacisnął palce na jej pośladkach i lekko uniósł. Kolejna spirala pożądania rozwinęła się w środku niej. Przejechała dłonią po wybrzuszeniu. - Daj spokój. Całe podbrzusze mnie boli. Czuję się jak osiemnastolatek, który ma problemy z kontrolą. Wspięła się na palce i mocno go pocałowała. Nie potrafiłaby wytłumaczyć, ile wtedy znaczyły dla niej te słowa. Odjeżdżała otulona jego zapachem.
poniedziałek, 17 września 2007
Odwoziła go do domu. Dwoje ludzi, którzy kiedyś byli sobie bliscy, a w tej chwili gorączkowo szukali słów i tematów do rozmowy. - Spotkałem ostatnio twojego ex… - Rozmawialiście o czymś ciekawym? - Nie, nie zauważył mnie - Pewnie jak zwykle szedł zauroczony z jakąś laską. - Zgadza się. Zadzwoniłem potem do niego i dziewczyna mi powiedziała, że to już nie jego numer - Aha. Czyli zmienił. - Nie, bo jak zadzwoniłem z numeru zastrzeżonego to odebrał. Poczuła ukłucie smutku. Ex nic się nie zmienił. Wciąż zachowywał się jak szczeniak, kłamiąc i oszukując. Bojąc się konfrontacji twarzą w twarz. Zastanawiała się, dlaczego te informacje aż tak ją poruszyły. Przecież potwierdzały tylko, że kiedyś podjęła słuszną decyzję. Że to, co się wydarzyło nie było tylko wytworem jej wyobraźni. Została sama w samochodzie. Nocna nitka drogi, mruczenie saksofonu … i wspomnienia, do których już dawno nie wracała. Spotkali się wtedy po jej powrocie. Po długim czasie rozłąki, pisania maili, wiadomości i zwykłej codzienności bez tej drugiej, najważniejszej osoby. Pięknie świeciło słońce. Chciała go wyciągnąć gdzieś na wodę, ale powiedział, że musi być na miejscu. Tak na wszelki wypadek. Znów poczuła się nieważna. Przecież wiedział, że wraca. Miał dowolność w pracy, mógł to inaczej zaplanować. Kusiła go sukienką, pocałunkami, dotykami. Potrzebowała jego bliskości po takim czasie. Wydawał się zirytowany tymi zabiegami. Skrzywił się, kiedy zaproponowała basen. Ale wreszcie pozwolił się namówić. Już po chwili żałowała. Jechali w milczeniu. Najpierw obruszył się, że opala się topless. Potem zniknął w basenie. A potem wrócił. I zalał ją potokiem słów. Pięknych, tęsknych, zdławionych nadmiarem uczuć. Wygrzewała się w słońcu czując jego dłoń na biodrze. I było jej po prostu dobrze. Nie na długo. Telefon przywołał rzeczywistość. W mieszkaniu szybko usiadł do komputera, całkowicie zapominając o jej istnieniu. Z żalem zaczęła się rozbierać z bikini. Wszedł do pokoju, kiedy stała tylko w figach. Objął jej twarz. Zobaczyła złote iskierki w jego oczach. Będąc daleko tak bardzo tęskniła, żeby znów je ujrzeć. Pocałował ją zachłannie. Przesuwał opuszkami palców po jej twarzy. Zamknęła oczy i napawała się tym dotykiem. Zsunął dłonie po jej ramionach i oparł na wypukłości bioder. Całował jej zamknięte powieki, linię szyi. Objął jej piersi, przesunął kciukami po skórze, po brązowych sutkach. Pochylił głowę i obdarzył je pocałunkami. Wsunęła dłonie pod jego koszulę. Odsunął się i po chwili też stał półnagi. Pociągnął ją ze sobą na kanapę. Ułożył na górze i delektował się jej ciałem. Poznawał krągłości i krzywizny. Uczył się jej ust. Niespiesznie, z rozmyślą powolnością. To ona zrobiła się gwałtowna. Chciała go poczuć w środku, dotknąć, zacisnąć palce na pośladkach. Pozwolił się rozebrać i zsunął z niej resztę kostiumu. Przesunęła się pod spód, chcąc poczuć jego ciężar. Owinęła nogi wokół jego uda. Wyginała się pod nim, ocierała. Sprawiał jej przyjemność dotykami, podniecał pocałunkami. Wszystko robił z niesamowitą uwagą, obserwując jej reakcje. Z czułością i delikatnością, która powoli łamała jej samokontrolę. Długo na to czekali, długo marzyła o tej chwili. Przesunęła biodra i zaprosiła go do środka. Wsunął się delikatnie, przeciągając moment, którego do tej pory nie posmakowali. Poruszał się powoli, pozwalając by dopasowała się do jego obecności. Rozbroiła ją ta czułość. Spod przymkniętej powieki wydostała się łza. Pozwoliła jej. Wreszcie czuła się kochana i bezpieczna. Zamarł. Otworzyła oczy. Miał skupioną twarz. Bez słowa odsunął się od niej i wyszedł z pokoju. Była zbyt zdumiona, żeby zareagować. Usłyszała szum prysznica.
sobota, 15 września 2007
Wróciła późno w nocy. Już spał. Przytuliła się do rozgrzanego ciała i prawie natychmiast usnęła. Obudził ją na moment pocałunkiem. - Wszystkiego najlepszego. Zdążyła jeszcze usłyszeć trzaśnięcie drzwi, zanim znów zapadła w sen. Dużo później otworzyła oczy, ponaglana przez naturę. Wracając, zobaczyła prezent na poduszce obok. Wsunęła się z powrotem do łóżka. Podłużne pudełko z aksamitną czarną wstążką. Uśmiechnęła się. Wiedziała, co znajdzie. Obiecywany od dawna. Matowe srebro zalśniło w złotym słońcu. Gładki i wypolerowany, zimny i odpowiednio ciężki. Przekręciła nasadkę. Zawibrował w dłoni, wysyłając rozkoszny dreszcz w górę ramienia. Przesunęła nim po dolnej wardze. Połaskotało. Głęboko w jej ciele budziło się podniecenie. Zimny metal między piersiami wywołał gęsią skórkę. Ogrzewała go od swojego ciała. Delikatne drgania naprężały jej pierś. Sutek stwardniał, pozostając i tak aksamitnie miękki w porównaniu do wibratora. Zacisnęła palce na drugiej piersi, spragnionej pieszczot. Rozdzielała przyjemność między obie piersi, fascynując się kontrastem skóry i metalu. Przesuwała czubkiem po skórze w dół ciała. Dotknięcie pępka wywołało łaskotki. Przejechała po pachwinie. Przyłożyła go na całej długości do warg. Nieświadomie wypchnęła biodra. Błądziła wibratorem po zakamarkach kobiecości. Dotykała, rozkoszując się drżeniem. Przycisnęła metal mocniej tuż obok łechtaczki. Wystarczyła chwila, żeby miała ochotę krzyczeć. Zupełnie mimowolnie zabrała rękę, przerywając pieszczotę. Chciała więcej, a jednocześnie doznanie stało się zbyt intensywne, żeby była w stanie leżeć nieruchomo. Matowy metal zrobił się śliski od śluzu. Miękko podawał się palcom, znikając w jej wnętrzu. Zacisnęła mięśnie, otulając wibrator swoja miękkością. Rozbudziła głód. Chciała więcej. Sięgnęła podstawy. Naśladowała rytm miłości, wyrzucając biodra na spotkanie. Napięła mięśnie, wypychając intruza. Prowokowała, dotykała. Spojenie, napięte wiązki nerwów, delikatne osłonki. Nie potrafiła być cicho. Wiła się na łóżku, wzdychając i jęcząc. Doprowadzała do krawędzi orgazmu i wycofywała, żądna kolejnych chwil przyjemności. Wreszcie pozwoliła się porwać. Jej oddech stał się głośny i urywany. Z zamkniętymi oczami smakowała fale rozkoszy, jakie przepływały przez jej ciało. Leżała potem zaspokojona, uśmiechając się do siebie. Poczuła strużkę soków, ściekającą między pośladki. Zamruczała. Przesunęła poduszkę pod biodra. Łechtaczka szybko nabrzmiała na nowo, oszołomiona drżeniem. Rozsunęła szerzej uda. Rozsmarowała wilgoć wokół anusa. Bardzo powoli wsuwała wibrator w ciasne wnętrze. Wierciła się chwilę, próbując znaleźć najprzyjemniejszą pozycję. Zacisnęła pośladki. Wydała zdławiony jęk. Nie potrafiła już dłużej czekać. Rozsunęła wargi i zaatakowała nagą łechtaczkę. Gorączkowe ruchy, kierowane tylko jednym pragnieniem. Orgazm wygiął jej ciało w łuk. Na moment straciła kontrolę. Na palce pociekł niewielki strumyczek. Rozluźniła mięśnie i pozbyła się zabawki. Uśmiechnięta, zwinęła się w kłębek, nie mając sił na nic więcej.
wtorek, 28 sierpnia 2007
Rzucili się na siebie wygłodniali. Kilka godzin tylko we dwoje. Migające światła portu wydobywały ich ciała z mroku. Zdzierali z siebie ubrania. Zachłannie smakowali nawzajem. Zęby, języki. Walczyli ze sobą, próbując zaspokoić głód. Gryźli wargi. Dłonie rozpoczęły gorączkowe poszukiwania. Powtarzał jej krągłości. Znaczyła opuszki szorstkością jego torsu. Nie chcieli czekać. Pragnienie, które w nich rosło przez kilka dni potrzebowało znaleźć ujście. Ułożył ją pod sobą. Słychać było tylko ich gorączkowe oddechy, przetykane szeptami i pluskiem fal. Rozsunęła chciwie uda. Wślizgnął się natychmiast. Pierwotne pragnienie, które pchało ich na szczyt. Zacisnęła palce na jego ramionach. Potrzebowała go poczuć jeszcze bliżej, mocniej. Rozchylonymi wargami błagała o pocałunki. Pochylił głowę i schował twarz w jej włosach. Wciąż dyszeli zmęczeni pierwszym aktem. Dopiero teraz usłyszeli jak nasilił się wiatr. Jacht kołysał się mocno na falach przyboju. Przekręcił się, sadowiąc ją na sobie. Oparła dłonie o dach kabiny. Jej krągłe piersi znalazły schronienie w jego dłoniach. Przejechał kciukami po sutkach. Został nagrodzony. Nie to jękiem, ni to westchnieniem i chropowatym wezbraniem aureoli. Próbowała się poruszyć, ale niewielka przestrzeń ograniczyła jej ruchy. Patrzył jak coraz bardziej odchyla się do tyłu. Światło z bulaja podkreśliło płaszczyznę jej brzucha i wyniosłości piersi rozsuniętych siłą ciężkości. Oboje coraz mocniej pulsowali niespełnieniem. Uklęknęła przed nim podsuwając biodra pod jego dłonie. Uwielbiała ten moment, kiedy wciskał się pomiędzy napięte pośladki, wypełniał jej gotowość. Ślizgał się w niej, sięgając dna. Poruszali się początkowo niespiesznie, smakując moment. Jak zwykle opuściła się niżej na przedramionach i przywarła policzkiem do poduszek, ale tym razem natura zmieniła odczuwanie przyjemności. Podparła się wysoko i wygięła grzbiet jak kotka. Przez chwilę dopasowywali się do ruchu fal. A potem razem z masami wody wznosili się wyżej i opadali głębiej. Jego dłoń pieściła jej ciało. Zagryzła zęby na swoim ramieniu, żeby nie krzyczeć. Dużo później opadli wyczerpani. Przykrył ich oboje śpiworem. - Chciałbym żebyśmy tak mogli zostać… Nie odpowiedziała. Zamiast tego poczuł jak miękko się do niego przytula.
piątek, 17 sierpnia 2007
Tym razem to ona zadzwoniła z zaproszeniem na kolację. Zgodził się, choć gdy tylko odłożył słuchawkę dopadły go wątpliwości. Zastanawiał się, czy zniesie kolejny wieczór w jej towarzystwie. Kiedy będzie tak blisko, a jednocześnie tak niedostępna. W dziwny sposób potrzebował i szukał jej obecności, choć sprawiała mu ona jednocześnie ból. Wychodząc z pracy podszedł do kwiaciarek na placu. - Mam piękne róże. – usłyszał zachęcająco. Uśmiechnął się. Jedyne kwiaty, których nie lubiła dostawać. Wybrał anturium. Aksamitnie czerwone. Jak wino, które uwielbiała. Otworzyła mu dziwnie rozpromieniona. Pocałowała w usta na powitanie. Poszedł za nią do kuchni. Ustawiała kwiat na stole. - Otworzysz wino? – rzuciła przez ramię. Kolację jedli w przyćmionym świetle. Jadła jakby bardziej prowokująco. Zebrała sos z kącika i oblizała palec. Patrzył, jak jej ruchliwy język dotyka warg. Jak delikatnie palcami obejmuje kieliszek. Jego wyobraźnia zaczynała podsuwać mu niebezpieczne obrazy. Zebrała naczynia. - Chodź na kanapę. Zdziwiony parzył, jak siada mu na kolanach, jakby była to najnaturalniejsza rzecz pod słońcem. Nosem przesunęła po jego policzku. Poczuł delikatną pieszczotę na płatku ucha. Wędrowała wargami po jego policzku. Bezwiednie przekręcił głowę w jej stronę i po chwili posmakował jej ust. Łagodnie kąsała jego wargi. Obrysowywała ich kształt językiem. Kusiła w powolny sposób. Jego ręce, bez udziału świadomości, rozpoczęły wędrówkę po krągłościach jej ciała. Zsunęła się i popchnęła go łagodnie na poduszki. Poddał się jej sugestii. Wyszarpnęła mu koszulę ze spodni i rozpięła guziki. Oczy jej rozbłysły na widok torsu lekko porośniętego włoskami. Przesunęła po nim dłońmi. Opuszkami zawadziła o sutki. Pochyliła się. Najpierw poczuł delikatne łaskotanie włosów, a potem dotyk jej ust. Pokrywała pocałunkami jego tors i brzuch. Szybko pokonała barierę paska i już po chwili jego męskość zniknęła w jej dłoniach. Czuł jej wargi na podbrzuszu, pachwinach, ale wciąż nie tam, gdzie ich najbardziej pożądał. Wreszcie do dłoni dołączyły usta. Niespiesznie, smakując, próbując, pochłaniając. Doprowadzała go do szału, podniecając coraz bardziej i po chwili zmniejszając doznania. Nie chciał już czekać. Podciągnął ją do góry. Szybko pozbawił ją bluzki i stanika. Piersi zwieńczone twardymi sutkami wyciągnęły się w jego stronę. Objął jej pośladki. Zdziwiony, nie poczuł śladu bielizny. Tego już było dla niego za dużo. Podsunął spódnicę i zanurzył się w jej zapraszające wnętrze. Złapał jej biodra i dopasował swoje do odwiecznego rytmu. Mocno pobudzony, mimo starań, nie wytrzymał długo. Pocałował ją przepraszająco i ułożył tuż obok siebie. Głaskał jej udo przerzucone przez swoje biodra. Było mu dobrze. Jakaś część jego marzeń właśnie się spełniła. - Kiedyś poprosiłam cię o otwarty kredyt… Zadrżał. - Pamiętam. - Potrzebuję żebyś zajął się formalnościami po moim samobójstwie.
wtorek, 31 lipca 2007
Męski punt widzenia 9songs... Zawsze nie w porę. Wtedy, kiedy jest najwięcej pracy - każą nam siedzieć na zebraniu. Po jaką cholerę w środku miesiąca? W poniedziałek w dodatku? Miałem plany na wieczór. Mieliśmy plany - T. wyjeżdżała na tydzień. Chcieliśmy wyskoczyć na jakąś kolację i pogadać. Tylko pogadać:) Pisała rano w emailu - że będzie musiała wstać w środku nocy na pociąg. Przeklinałem strasznie. Jeszcze się okazało, że zebranie będzie powiększone o kilka nowych osób. Mają nam przedstawić tych, którzy będą z nami pracowali nad nowym projektem. Jedyny plus tego - że będzie w innej sali. Mamy taką długą - z wąskim stołem. Na 30 osób. Siądę gdzieś z tyłu. Niby będę ciałem na zebraniu. I na listę się wpiszę:) Wysłałem emaila do T. Prosiłem, żeby się nie śpieszyła. Że trochę się spóźnię. Napisałem, że planują spotkanie od 16 do 19. Ale będę. Na 19.30 dotrę taksówką. Przed samym wyjściem odruchow sprawdziłem jeszcze pocztę. Email od T. „Chodziłam dzisiaj po górach…” Zajrzałem zaintrygowany. Spodziewałem się zdjęć z ostatniego Jej wyjazdu w góry. Spojrzałem i zamarłem: „Pomyślałam, że też Ci się spodoba… Mała kotlinka otoczona równiną brzucha. Bliźniacze szczyty zakończone ostrymi czubkami i przedzielone głęboką przełęczą. Niewielka dolinka przechodząca w łagodne podejście szyi. Rozległa płaszczyzna otoczona wałem bioder i strome zejście żlebem pachwiny. Z górskim wodospadem obok.” I były Jej zdjęcia. Dokładnie JEJ... Z ekranu monitora patrzyła na mnie Jej Kobiecość. Cudowna, delikatna, mówiąca - pocałuj mnie... W myślach zbliżałem do niej swoją twarz... Dźwięk telefonu zabrzmiał takim tonem, jakby obwieszczał koniec świata "Szef się wścieka - chodż już" Pobiegłem do sali.Ostatnie wolne miejsce - na szczęście było na końcu stołu. Tak, jak planowałem. Opatrzność chyba czuwała nade mną. Szef już zaczął.A ja myślami byłem zupełnie gdzie indziej...Strome zejście żlebem pachwiny...Różowa skóra, w którą zatapiam swój język..."Mam na imię Natalia. Jestem analitykiem finansowym. W firmie..."Jaka Natalia cholera? Przecież T. na drugie ma...W zamyśleniu sięgnąłem po filiżankę z kawą. Zamiast się napić - włożyłem tam język...I zupełenie mimowolnie spojrzałem na siedzących przy stole.Wszyscy byli wpatrzeni w szefa z wyjątkiem osoby, która siedziała vis a vis mnie..Ona była wpatrzona we mnie..Dopiero po chwili uzmysowiłem sobie - co robię... Mój język wciąż tkwił w filiżance.Tylko półmrok sali był świadkiem mojego rumieńca na twarzy."Mam na imię Natalia. Jestem analitykiem finansowym. W firmie..."To Ona. Przede mną siedziała Natalia. Nowa osoba do działu. Ona wciąż patrzyła na mnie.Nie był to uśmiech dezaprobaty do moich poczynań z filiżanką. Raczej uśmiech, który mówił: No - czekam, co będzie dalej...Zmrużyłem oczy. Spojrzałem na Nią.Dziewczęca twarz. Ciemne włosy. Ładna bluzka i jeszcze ładniejsze piersi...Mrraauuu - pomyślałem.Zamknąłem oczy i uśmiechnąłem się do siebie.Powróciły zdjęcia z emaila od T. Ona powróciła.Czułem narastające podniecenie.Kiedy chciałem zmienić położenie na fotelu - przypadkowo dotknąłem swoim kolanem - nogi Natalii.Przepraszam - powiedziałem na tyle cicho, by tylko Ona to usłyszała.Zamknięte oczy pozwalały błądzić po ciele T.Nagle - poczułem na swojej łydce delikatne muśnięcie.Otworzyłem oczy i spojrzałem przed siebie. Palec na ustach Natalii mówił wszystko...Jej stopa wędrowała w górę. Po kolanie, po moim udzie. Dyskretnie wsunąłem rękę pod stół. Chciałem sprawdzić, czy... czy jest w pończochach. Była... Stopa zmierzała w kierunku mojej męskości. I kiedy w końcu dotknęła mnie "tam" - dreszcz przeszedł moje ciało. Zaczęła palcami ugniatać czułe miejsce. Wodzić stopą to w górę to w dół. Jakby znała jedno z moich marzeń. Kiedyś śniłem - że to właśnie T. doprowadza mnie do szczytowania swoimi stopami. Tylko stopami. Nie uważałem tego za żaden fetysz. Po prostu za jedno za wielu marzeń. Palce, pięta - coraz mocniej naciskały na mnie. Doznanie - którego nie doświadczyłem jeszcze. Miałem ochotę ściągnąć spodnie i pozbyć się tej ograniczającej mnie odzieży. Ale to byłoby za proste. Ale to było niemożliwe... Czułem, że jeszcze kilka minut - i będę eksplodował! Miałem zamknięte oczy i przyśpieszony oddech... Gdzieś w głwoie wciąż widziałem T. Miałem wrażenie - że to Jej stopy... "Dziękując za spotkanie..." - z marzeń wyrwał mnie głos szefa. Stopa szybko wróciła na swoje miejsce. Wszyscy zaczęli wstawać. Z wyjątkiem mnie... Męskość wyrywała się ze spodni. Nie mogłem tak wstać... Natalia podniosła się z fotela. Uśmiechnęła się do mnie i... wyszła wraz z innymi. Pierwsza myśl - wrócić do biura i dokończyć samemu. Ale nie... Przecież jestem umówiony z T. Spojrzałen na zegarek. Cholera! 19.10 Jeszcze siedząc - zamówiłem taksówkę. Kiedy wszyscy wyszli (uśmiechałem się - mówiąc wszystkim "cześć, cześć") - zerwałem się i pobiegłem do biura po torbę. Potem windą w dół i do czekającej taksówki. Żeby się nie spóźnić. Nie znoszę braku punktualności. U innych, ale i u siebie. Wysłałem T. informację, że już jadę... Dojechałem pod blok. 19.27 Wsiadając do windy zastanawiałem się - gdzie pójdziemy... Winda i po minucie byłem przed drzwiami. Nacisnąłem klamkę. Odruchowo. Drzwi były otwarte. Wszedłem do środka. Z pokoju dobiegły mnie dźwięki muzyki. Widziałem przytłumione światło. Zamknąłem drzwi wejściowe, położyłem torbę, marynarka wylądowała na wieszaku. Jeszcze tylko łazienka. Zawsze łazienka. Trzeba umyć twarz i dłonie. Otworzyłem drzwi do pokoju. Przede mną stała T. W swoim błękitnym szlafroku. Podeszła do mnie... I przypadkiem rochyliła szlafrok... To wystarczyło - żeby podniecenie wróciło... Wsunąłem rękę pomiędzy Jej uda...
piątek, 20 lipca 2007
Już miała wsunąć sie między chłodne prześcieradła. Nagła myśl. Usiadła naga przed ekranem komputera. Zaczęła szukać. Ślady, wspomnienia. Łza od czasu do czasu zostawiała pod powieką mokry ślad. Wino na języku robiło się coraz bardziej cierpkie. Czerń nocy i ciepły głos Cesarii Evory. Besame mucho… To chyba zapamiętała najbardziej – pocałunki. Teraz ich smak powoli zacierał się w pamięci. I rozmowy. O wszystkim i o niczym. Był inspiracją. Sprawił, że na nowo uwierzyła w kobiecą część swojej osoby. Pomyślała o swoim ciele. Jej piersi się ostatnio zaokrągliły. Zastanawiała się, jak wyglądałyby jego palce zaciśnięte na miękkich półkulach. Duże dłonie trzymające jej biodra, obejmujące jej pośladki, gdyby przytulał ją do siebie. Myślała jak to byłoby się z nim kochać. Albo tylko leżeć nago obok siebie. Bez konieczności, bez przymusu. Z dotykiem, szeptami, pocałunkami… Z karmieniem się nawzajem, oblizywaniem palców… Pierwsze wyciągnęłaby dłonie do zygzakowatego znamienia. Fascynowało ją. Inaczej wyglądało, a inaczej czuło się je pod palcami. Pragnienie pokrycia pocałunkami jego szerokich pleców i niżej, sprężystych pośladków. Pragnienie dotyku, obecności. Poddania się jego sile. I świadomość tego, co mogłaby mu dać. Siedziała zapatrzona, zasłuchana. Zanim po raz kolejny zamknęła drzwi do tamtego okresu, a łóżko przypomniało o samotności...
czwartek, 12 lipca 2007
Zastanawiała się po co idzie na tę kolację. On pewnie będzie chciał zakończyć wieczór w łóżku. A ona… chyba nie. Po ich ostatnim spotkaniu miała mieszane odczucia i właściwie obiecała sobie, że nigdy więcej. Ale lubiła z nim rozmawiać. Miał zupełnie odmienny sposób postrzegania świata, inne doświadczenia. Siedziała i przyglądała się jak je. Ona sama odzwyczaiła się od jedzenia tak późno, więc nie zamówiła dużo. Obracała w palcach nóżkę kieliszka pozwalając ślizgać się myślom po tematach, jak światło ślizgało się po szkle. Słuchała jego opowieści, przechwałek. Zachwytów nad jej ciałem, delikatnością skóry. Wystarczyła delikatna zachęta i zaczął się rozwodzić nad jego planami, o nich, na tę noc. Jakiś czas temu rzucił propozycję, z której egoistycznie miała ogromną ochotę skorzystać. Tyle, że droga do niej wiodła przez łóżko. Nie zaprotestowała kiedy szli w stronę windy. Objął ją w pasie gestem posiadacza. Ledwo zamknęli drzwi jego dłonie rozpoczęły gorączkowe poznawanie jej krzywizn. Marynarka spadła na ziemię tworząc czarną plamę. Pogłaskał jej nagie ramiona. Pocałunkami znaczył ślad na szyi. Odchyliła głowę poddając się pieszczocie. Odwrócił ją do siebie. Miażdżył jej usta pocałunkiem. Przesunęła wargi na jego szyję. Próbowała znaleźć jego zapach. Zapach mężczyzny. Zamiast tego poczuła puder dla dzieci. Nagłe otrząśnięcie. Szybko sięgnęła po marynarkę i wyszła. Zanim drzwi się zamknęły słyszała, że jeszcze coś mówił...
poniedziałek, 09 lipca 2007
Spóźniona wsunęła się na odprawę. Marzyła już tylko o powrocie do domu. Kilkadziesiąt godzin w szpitalu, nieswoje łóżko, pobudki w nocy. Zielony uniform przesiąkł charakterystycznym zapachem oddziału. Usiadła z tyłu i przysłuchiwała się raportowi. Spuszczone rolety odgradzające od ostrego słońca sprowadzały półmrok. Zrzuciła klapki i podwinęła nogi na krzesło. Znów bicie piany i bezsensowne dysputy prowadzące donikąd. Wyłączyła umysł i pozwoliła myślom błądzić w okolicach ciepłego prysznica i obszernego łóżka. Poprawiła się na krześle i zahaczyła palcami o szerokie rozcięcie imitujące rozporek. - A gdyby tak… Każdy zajęty swoimi sprawami. Wsunęła rękę pod materiał. Ułożyła szeroką bluzę tak, by przykrywała jej uda. Pogłaskała wzgórek. Przesunęła całą dłonią po wargach. Dotyk, nawet stłumiony przez bieliznę, zadziałał elektryzująco. Odchyliła koronkę i poczuła szorstkość krótkich włosków. Wsunęła palce w zagłębienia rozdzielające fałdki. Chropowatość skóry z jednej strony i wilgotny aksamit z drugiej. Od czasu do czasu kontrolowała czy nikt nie patrzy. Nabrała trochę śluzu i powróciła śliskim dotykiem do łechtaczki. Naprężona tylko czekała na pieszczotę. Milimetrowe okrążenia poruszające spojenie warg i ocierające się o wiązki nerwów. Powolne, dążące do celu samym faktem ruchu, a nie szybkością. Spirala orgazmu porwała jej umysł. Przygryzła wargę tłumiąc westchnienie. Dokładnie w tym momencie kolega odwrócił się, chcąc o coś zapytać. Jedno spojrzenie na jej twarz i błysk zrozumienia w jego oczach. Uśmiechnęła się do siebie z tego zbiegu okoliczności. Chwilę później wszyscy zaczęli się zbierać. Wyszła jako jedna z pierwszych.
sobota, 07 lipca 2007
Wreszcie. Wreszcie mogli się spotkać. Szara codzienność wciąż mieszała im szyki. Wciąż musieli przekładać spotkania. Czasem wcześniej, czasem później, ale zawsze. Już nawet podświadomie czekała na jakiś sygnał, że po raz kolejny randez-vous nie dojdzie do skutku. Może tym razem los nie pokrzyżował im planów, bo tym razem nie planowali... Zadzwonił do niej, że odwołano mu jakieś spotkanie. Odpowiedziała, że siedzi w domu nad jakimś projektem, który nie jest bardzo pilny ;) I dlatego właśnie stał przed drzwiami jej mieszkania.Utonęła w jego ramionach. Tak bardzo lubiła otaczać się ciepłem jego ciała. Kiedy świat poza nim przestawał istnieć. Zachłanne pocałunki mające ukoić głód. Dotyk jego warg. Uwięziona przy drzwiach, poddawała się magii jego ust. Języki splatały się w żywiołowym tańcu. Oderwali się od siebie dla nabrania oddechu. Oparła czoło o jego klatkę. Cała rozdygotana, rozkoszowała się jego zapachem. Tulił ją do siebie. Czuła dotyk jego warg na skroni. Podniosła głowę spragniona pocałunków. Już bardziej spokojnie odnajdywali swoje usta, choć głód wciąż był zbyt wielki. Szarpali zębami swoje wargi, powtarzali ich zarys językami, delikatnie się smakując, by za moment wgryźć się głęboko. Wsunęła palce w jego włosy, głaskała kark. Pragnienie, żeby zdjąć z niego ubranie, poczuć go bliżej, mocniej. Przyciągnął ją do siebie za biodra. Oparła się swoją miękkością o jego podbrzusze. Kolejna fala pożądania przepłynęła przez jej ciało, pozbawiając resztek rozsądnego myślenia.- Mała... - Przenosimy się? - spytali równocześnie. Czasem miała wrażenie, że myślą tak samo :) Złapała go za rękę i poszła przodem. Zalała ich ciemność. Przystanęła zaskoczona. Lekko na nią wpadł.- To jakiś efekt specjalny z tym światłem?- Raczej niezamierzony. Czekali, aż oczy przyzwyczają się do mroku, ale otaczała ich aksamitna czeń. - Stój tu, a ja zobaczę co się stało. Może bezpieczniki, choć nie wydaje mi się.- Masz zamiar mnie tu zostawić? W samotności? :)Słyszał jak idzie do przedpokoju. Słyszał szelesty.- Wszystko w porządku?- Chyba tak. Wygląda na to, że w okolicy też nie mają prądu.Zaczął posuwać się w jej kierunku. Niezaznajomiony z mieszkaniem kopnął w jakiś mebel.- Kontuzjowałem się. Choć mnie pocieszyć :)Poczuł, że stanęła obok. Odszukała jego dłoń.- Nie mamy wyboru. Jedynym rozsądnym miejscem pozostaje łóżko. Zresztą w sypialni mam świeczki, przynajmniej stanie się jasność.Szedł za nią na ślepo. Podprowadziła go do łóżka i lekko popchnęła, żeby usiadł. Słyszał szelesty, kiedy szukała świeczek. Płomień zapałki rozbudził drzemiące cienie. Widział jej twarz w pomarańczowej poświacie. Rozstawiała drobne córki ognia i zapełniała ściany tłumem pełgających postaci. Wreszcie do niego przyszła. Objął jej biodra i pośladki i przysunął do siebie. Oparł policzek o jej brzuch i pozwolił się tulić. Delikatnie masowała skórę głowy, głaskała policzek. Pod palcami czuła napięte mięśnie karku. Kucnęła między jego udami. W jego oczach odbijały się małe iskierki.- Masz mięśnie jak kamienie. Cały jesteś jednym wielkim kłębkiem nerwów. Nie obiecuję profesjonalnego masażu, ale powinno pomóc. - Jestem w takim stanie, że masaż mnie uśpi.- I dobrze. Chyba, że się gdzieś spieszysz...?- Mała...- Nie przejmuj się, zażądam rewanżu. Zdjęła z niego koszulkę. Przesunęła czubkami palców wzdłuż szyi, po ramieniu. Wyciągnęła do niego rękę, żeby wstał. Patrząc mu w oczy sięgnęła do paska. Spodnie utworzyły plamę na podłodze. Uklęknęła przed nim i rozebrała do końca. Wstając muskała opuszkami jego nogi, wąskie biodra, szeroki tors. Jej dłonie wydawały się małe przy jego wielkości.- Połóż się...Usłyszał szelest ubrania. Przyszła do niego w samej bieliźnie. Objęła udami jego biodra. Głaskała plecy, rozgrzewała skórę delikatnymi dotykami. Sięgnęła po balsam. Uczucie wilgotnego ciepła. Obejmowała dłońmi jego kark, łapała skórę między palce. Uciskała. Potężne barki spięte klamrą codziennych obowiązków, kręgosłup usztywniony nadmiarem stresu. A potem poczuł delikatność sutków, miękkość piersi przesuwających się po skórze. Czasem tylko muskających, czasem mocno ocierających się o jego plecy. Przekręcił się pod nią. Objął jej biodra. Przesunął dłońmi wzdłuż boków. Palce zręcznie rozpięły stanik. Pieścił opuszkami skórę między piersiami, powtarzał delikatne krzywizny. Rozłożył dłonie na jej plecach i przyciągnął ją do siebie. Leżała na nim. Jak małe dziecko, które układa się na sobie. Głowę ułożyła w zagłębieniu ramienia. Jego dłonie wciąż głaskały jej łopatki, wcięcie talii, wypukłość pośladków. - Masz chłodną skórę. Zimno ci? - Nie, jeszcze nie- zamruczała cichutko. Sięgnął po kołdrę i przykrył ich oboje. Zamknęła oczy wsłuchana w bicie jego serca.
|
Archiwum
Zakładki:
|